Toradora!

Historia ukazana w Toradora! rozpoczyna się na początku roku szkolnego w liceum, w momencie przydziału uczniów do nowych klas. Ryuuji Takasu, będący wrażliwym i sympatycznym młodym człowiekiem, cierpi z powodu spuścizny genetycznej – jego twarz i spojrzenie nasuwają każdemu na myśl klasycznego przedstawiciela yakuzy, a nieznający go ludzie na pierwszy rzut oka widzą w nim młodocianego przestępcę. Z tego powodu nie ma on prawie żadnych przyjaciół, a tym bardziej – towarzyszki życia. Co gorsza, nic nie zapowiada, aby stan ten miał się zmienić – w perspektywie ma przed sobą tylko kolejne nieporozumienia i konieczność przekonania wszystkich w nowej klasie, że jego wygląd nie oddaje prawdziwej osobowości. Okazuje się jednak, że los się do niego uśmiechnął – został przydzielony do klasy, do której trafił też jego najlepszy przyjaciel, Yuusaku Kitamura, co od razu ułatwia mu wyjaśnienie wszystkich nieporozumień. Co więcej, rzeczony kolega nie jest jedyną znaną bohaterowi osobą, z którą przyjdzie mu dzielić naukę – razem z nimi do klasy uczęszczać będzie Minori Kushieda, znana wszystkim jako Minorin – pełna energii i radości życia dziewczyna, w której potajemnie podkochuje się Ryuuji. Jednak bardzo szybko siły wyższe pokazują swą mniej przyjemną stronę – w wyniku przypadkowego zderzenia Ryuuji poznaje najlepszą przyjaciółkę Minori, czyli Taigę Aisakę. Ta drobna uczennica całkiem słusznie uchodzi za najniebezpieczniejszego zawadiakę w szkole (stąd oraz od jej niskiego wzrostu i filigranowej budowy wziął się jej przydomek Tenori Tiger, czyli „kieszonkowy tygrys”), o czym Ryuuji szybko i boleśnie się przekonuje. Wydarzenia te stanowią jednak jedynie wstęp i przedstawienie postaci – prawdziwa akcja rozpoczyna się, gdy w wyniku pomyłki miłosny list Taigi trafia w ręce Ryuujiego, a ten ku swojemu zdumieniu dowiaduje się, że Aisaka zakochana jest w jego najlepszym przyjacielu – Kitamurze. Ona z kolei odkrywa, jakie uczucia żywi Ryuuji do Minorin, co w konsekwencji prowadzi do zawiązania sojuszu między bohaterami, dotyczącego obustronnej pomocy i wsparcia w zdobyciu wzajemności w ich wymarzonych związkach. I tak oto rozpoczyna się opowieść o szkolnej przyjaźni i miłości. Toradora! na pierwszy rzut oka wydaje się typową przedstawicielką gatunku szkolnej komedii romantycznej, po której można się spodziewać odpowiednio dużej ilości fanserwisu oraz zachowań, jakich nie dopuściłby się nawet najbardziej nieśmiały i zakompleksiony człowiek pod słońcem. Taka ocena byłaby jednak bardzo myląca – mimo pokrewieństwa, seria ta stoi na zupełnie innym poziomie niż inne produkcje tego typu. Tym, co w największym stopniu odróżnia Toradorę! od pozostałych przedstawicieli jej gatunku są niezwykle dopracowane i wiarygodne postacie. Każda z nich ma złożoną osobowość, swoje cele i pragnienia, zalety i wady, słabości i sekrety. Na pierwszy rzut oka prezentują one pewne zakorzenione w anime schematy – a jednak raz za razem odkrywamy, że postępują inaczej, niż się spodziewaliśmy, ujawniając głębię charakteru. Czy mówimy tu o cierpiącym z powodu swojego wyglądu i miłującym porządek Takasu, rozwydrzonej, a przy tym nieśmiałej Taidze, czy żywiołowej Minorin, a już szczególnie – o pojawiającej się dopiero po kilku odcinkach pięknej, kapryśnej i podstępnej Ami Kawashimie – pod powierzchnią zawsze jest więcej, niż wydaje się nam na pierwszy rzut oka. Nie można także nie zauważyć, że postacie zmieniają się – uczucia i postępowanie innych ludzi oraz wydarzenia, w których biorą udział, odciskają na nich swoje piętno, prowadząc do zauważalnych zmian w ich charakterach, marzeniach, sposobie patrzenia na świat. Przemiany te nie są przy tym gwałtowne, raczej powolne, stopniowe – dokładnie tak, jak w prawdziwym życiu, gdzie w zasadzie nikt nie zmienia się z dnia na dzień. Dzięki temu są wiarygodne, świadczą o delikatnej ewolucji stosunków między bohaterami, o rozwoju ich przyjaźni i miłości. Przy tym wszystkim trzeba koniecznie podkreślić, że wiele zmian nie jest widocznych od razu, początkowo można dostrzec tylko niewielkie szczegóły, mowę ciała, delikatne sugestie w zachowaniu. Przekonujemy się o tym wielokrotnie, gdy nagle któraś z postaci mówi lub czyni coś, czego nie spodziewalibyśmy się nie tylko po jej stereotypie, ale nawet po niej samej sprzed kilku czy kilkunastu odcinków – i uświadamiamy sobie, że w toku stopniowej, prawie niedostrzegalnej ewolucji, na tym etapie jest to całkowicie zrozumiałe i logiczne dla niej postępowanie. Są w serii postacie, które, choć wydają się z jakichś powodów antypatyczne lub irytujące, ewoluują stopniowo na tyle, że nagle zauważamy, iż zaczęliśmy je lubić – w wyniku przemian, jakim uległy, ich chęci stania się lepszymi, naszego zrozumienia ich motywów. Wszystko to prowadzi do ewenementu, jaki zaobserwowałem – o ile w przypadku wielu serii mówi się o wiarygodności postępowania bohaterów, w przypadku Toradory! dyskutowano o czymś o wiele rzadszym, a przy tym o wiele głębszym – o wiarygodności i realizmie ich charakterów, zmian, jakie przechodzą, oraz ich decyzji. Co więcej, w ocenach ich postaw życiowych raz za razem można odnaleźć prywatne poglądy oglądających i ich doświadczenia życiowe, co oznacza ocenianie bohaterów anime poprzez pryzmat realnego świata. Dla mnie są to najlepsze dowody na jakość postaci stworzonych przez Yuyuko Takemiyę. Fabuła skupia się na normalnym życiu i rozwoju stosunków między bohaterami, zachowując przy tym świeżość podejścia do tematu. Nie mamy tu żadnych niezwykłych czy magicznych wydarzeń, tajemniczych przybyszów ani Obcych – jedynie codzienne, szkolne i domowe perypetie. Owa normalność stanowi właśnie o sile serii, uwypuklając realizm i charaktery uczestników wydarzeń. Nie raz i nie dwa nasuną nam się pytania, jak sami postąpilibyśmy w takiej sytuacji – a co więcej, wielu z nas mogło lub może w przyszłości stanąć przed podobnym problemem. Sprawia to, że bardzo łatwo i silnie identyfikujemy się z postaciami, które reprezentują cenione przez nas cechy, a równocześnie czujemy pewne uprzedzenia do tych, których styl bycia różni się od naszego. Interesującym aspektem fabuły jest fakt, że choć koncentruje się ona na piątce głównych bohaterów, zauważamy, że nie tylko oni są uczestnikami wydarzeń, nie tylko oni mają plany i marzenia – wiele razy stanowiące tło postacie, jak koledzy i koleżanki w klasie wmieszają się w główny wątek ze swoimi problemami, czy też dostrzegą iskrzenie między bohaterami i postanowią wziąć sprawy w swoje ręce, żeby pomóc w doprowadzeniu do szczęśliwego rozwiązania problemów. Dużo dobrego trzeba powiedzieć o tempie prowadzenia akcji – wydarzenia zachodzą stopniowo, poświęca im się odpowiednią, a przy tym nie za dużą ilość czasu. Dzięki temu zawsze możemy zastanowić się nad sytuacją i decyzjami bohaterów, ubawić się scenami komediowymi, a równocześnie nie czujemy się w najmniejszym stopniu znudzeni. Tylko raz seria wyraźnie zbyt mocno przyspiesza – następuje to jednak tuż pod sam koniec, w odcinku 24. i ma swoje uzasadnienie. Otóż w momencie powstawania anime nie ukazała się jeszcze ostatnia książka z cyklu, na którym Toradora! jest bazowana, więc prawdopodobnie twórcy nie byli w stanie prawidłowo oszacować wymaganego pod koniec tempa. Zresztą takie przyspieszenie wychodzi serii na dobre – ostatni odcinek ma już idealnie wyważone proporcje wydarzeń, co nie byłoby możliwe, gdyby musiał zawierać część fabuły poprzedniego. Trzeba przy tym wspomnieć, że Toradora! doskonale radzi sobie z poszczególnymi wątkami – stanowi perfekcyjną, zamkniętą całość, bez sztucznie niedokończonych historii, zostawianych głównie w celu dalszego eksploatowania chodliwego towaru. Przy tym wszystkim fabuła serii pozostaje naprawdę nieprzewidywalna – realizm postaci, ich wielowarstwowe wzajemne stosunki oraz odkrywanie ich prawdziwych uczuć i marzeń sprawiają, że nawet znając wiele teoretycznie podobnych serii, nie raz będziemy zaskoczeni – w pozytywnym sensie. Grafika serii jest wyśmienita – postacie zostały narysowane bardzo ładną kreską, z zachowaniem dobrych proporcji. Na wielkie brawa zasługuje zwrócenie uwagi na szczegóły, wliczając w to bardzo często pomijane elementy anatomii – przyjemnie zaskoczyło mnie zbliżenie na nogi z zaznaczonymi, oczywiście w ramach przyjętej umowności, kostkami u nóg. W innej z kolei scenie wyraźnie możemy zaobserwować otarcia, spowodowane noszeniem świeżo kupionego modnego obuwia. Nie jest to teoretycznie nic wielkiego, ale wprowadzenie tak często pomijanych drobiazgów świadczy o wielkiej dbałości rysowników o szczegóły. Nie można także odmówić kresce specyficznego uroku oraz doskonałego dopasowania wyglądu do charakteru. Toradora! jest bowiem jednym z nielicznych znanych mi anime, które naprawdę wielką wagę przykłada do odpowiedniego animowania zachowania bohaterów – i nie mam tu na myśli jedynie mimiki, ani też przesadnych, prawie super­-deformed scen okazywania emocji, występujących w wielu innych tytułach. Chodzi mi natomiast o mowę ciała, która potrafi czasami więcej powiedzieć o charakterze postaci czy jej reakcji na daną sytuację, niż wypowiedziane słowa. Jej poziom jest po prostu wyśmienity, tak samo jak wspomnianej wcześniej mimiki, i stanowi główne uzasadnienie wysokiej oceny za grafikę – bardzo żałuję, że oddanie tych elementów na ilustracjach jest po prostu niemożliwe. Niestety, nie można nie wspomnieć o istotnej wadzie – czasami ma się wrażenie, że niektóre fragmenty grafiki były robione w pośpiechu, bez starannego przygotowania, cechującego lepsze części serii. Nie chcę podawać przykładów, gdyż niektóre z nich odkrywałyby zbyt istotne fragmenty fabuły, ale niestety – te momenty są wyraźnie zauważalne i zadecydowały o obniżeniu oceny za grafikę. Wreszcie, Toradora! jest serią praktycznie pozbawioną fanserwisu. Jego niewielkie ilości można zobaczyć najwyżej raz na kilka odcinków, do tego zawsze są to dobrze wykadrowane, krótkie i dopracowane sceny, mające bardzo niewiele wspólnego z klasycznymi zderzeniami głównego bohatera i biustu bohaterki, albo ujęciami bielizny. Czy stanowi to zaletę, czy wadę, musicie zdecydować sami – według mnie takie podejście buduje realizm serii i stanowi bardzo duży plus na jej korzyść – normalny, przeciętny fanserwis zabiłby bardzo wiele z uroku Toradory!. Muzyka stoi na wysokim poziomie, choć nie należy spodziewać się pełnych rozmachu utworów klasycznych. Jest jednak niezwykle przyjemna do słuchania, lekka i wpadająca w ucho, a istotne i przełomowe dla fabuły momenty zawsze są podkreślone doskonale dobranymi utworami, w tym kilkoma naprawdę wzruszającymi. Mnie najbardziej do gustu przypadł jednak pierwszy opening – jest po prostu wspaniały, pełen ciepła i naprawdę można słuchać go raz za razem. Warto także wspomnieć, że jeśli ktoś chce zobaczyć przykład mowy ciała, o której pisałem wcześniej, powinien obejrzeć pierwszy ending – pomijając bardzo ładną muzykę, jego animacja to po prostu doskonały, choć lekko przerysowany przykład tego, co widzimy w samej serii. Bez wątpienia znajdą się osoby, którym ocena może się wydać za wysoka, moim zdaniem jest jednak uzasadniona – Toradora! jest nie tylko jedną z najlepszych, jeśli nie najlepszą serią w swoim gatunku, ale zawiera także jedne z najbardziej realistycznych i dopracowanych postaci, jakie kiedykolwiek widziałem w jakimkolwiek anime. Jest przy tym pełna swoistego uroku i ciepła, o które trudno w innych produkcjach. Natomiast na pytanie, komu bym ją polecił, mogę odpowiedzieć w zasadzie tylko jednym słowem – wszystkim. Praktycznie każdemu z moich znajomych, zaczynając od miłośników komedii romantycznych, a na amatorach cięższych klimatów kończąc, seria ta przypadła do gustu. Dlatego też wydaje mi się, że stanowi ona pozycję, z którą każdy fan anime powinien się zapoznać – i nie będzie tego żałował. Jedyny znany mi wyjątek stanowią ludzie, którym tak obrzydły wszystkie szkolne haremówki, że nie są już w stanie zmusić się do obejrzenia tego rodzaju tytułu.